„Była jak każde inne dziecko… aż nagle zaczęła znikać”

 Przez pierwszy rok Helenka rozwijała się zupełnie prawidłowo – gaworzyła, reagowała, uczyła się świata jak każde inne dziecko. Nic nie zapowiadało tego, co miało nadejść. A jednak – po czternastym miesiącu coś zaczęło się zmieniać. I to szybko.

Zwyczajny początek

Początek był spokojny. Mieliśmy już dwójkę dzieci, więc wiedzieliśmy, jak wygląda rozwój malucha – te wszystkie pierwsze słowa, gesty, reakcje. Helenka była pogodna, kontaktowa, lubiła się przytulać. Cieszyła nas każdym nowym słowem, każdą nową umiejętnością. Nic nie wskazywało na to, że jej rozwój miałby przebiegać inaczej niż u starszych braci.

Coś zaczęło się zmieniać

Ale po czternastym miesiącu coś zaczęło się zmieniać.

Helenka przestawała być z nami. Najpierw subtelnie – przestawała patrzeć nam w oczy, nie reagowała na swoje imię. Potem szybciej – milknęła, traciła słowa, które już wcześniej wypowiadała. Coraz mniej rozumiała z tego, co do niej mówiliśmy. Przestała przeżuwać. Zaczęła biegać w kółko – od okna do lodówki, i z powrotem. Zamykała się w swoim świecie, a my nie mieliśmy pojęcia, jak do niej dotrzeć.

Trudne zachowania i bezradność

Potem przyszły ataki – histerie, agresja, autoagresja. Czasem uderzała się w głowę, biła nas, krzyczała wniebogłosy. Uspokajała się tylko wtedy, gdy mocno ją przytulaliśmy, stosując holdingi – choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tak to się nazywa.

Nie mieliśmy wytchnienia. Zaczęła się nasza odyseja – od gabinetu do gabinetu, od lekarza do lekarza. Neurolog, psychiatra, psycholog, dietetyk… Każdy patrzył na Helenkę inaczej. Każdy coś podejrzewał, ale nikt nie potrafił postawić diagnozy.

Diagnoza, która wreszcie padła

Słyszeliśmy: „proszę obserwować”, „dzieci rozwijają się różnie”, „to może być przejściowe”. Czuliśmy, że coś się dzieje, że to nie jest „etap”, ale nikt nie potrafił tego nazwać.

To było jak błądzenie we mgle. Codzienność była trudna, a my – bezradni i coraz bardziej zmęczeni. Ale nie odpuszczaliśmy. Szukaliśmy dalej. Robiliśmy wszystko, co mogliśmy.

Dopiero gdy Helenka miała dwa lata, trafiliśmy do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam – po raz pierwszy – ktoś nazwał to, co od miesięcy działo się z naszą córką. Diagnoza brzmiała: autyzm dziecięcy.

W celu umówienia wizyty lub konsultacji zadzwoń:

570 909 962